Z punktu widzenia przecietnego, swiadomego ekologicznie mieszkanca zachodniej Europy, proces pozbywania sie elektroniki wydaje sie wysoce prosty i sterylny. Oddajemy zepsuta pralke do eleganckiego, klimatyzowanego marketu RTV lub wkladamy zuzyty smartfon do nowoczesnego, pomalowanego na jaskrawy czerwony kolor pojemnika miejskiego. Nastepnie mamy czyste sumienie, czujac, ze nasz obywatelski i ekologiczny obowiazek zostal wlasnie w calosci spelniony. Rzeczywistosc stojaca za tym, co dzieje sie z ogromna czescia tych odpadów poza ustrukturyzowanymi kanalami logistycznymi, jest jednak wysoce mroczna i brutalna.
Swiatowe statystyki rysuja obraz wielkiego kryzysu. Mimo istnienia tak rygorystycznych aktów prawnych jak Konwencja Bazylejska (która bezwzglednie i kategorycznie zakazuje bogatym krajom rozwinietym eksportu niebezpiecznych odpadów do krajów tzw. Trzeciego Swiata w celach utylizacji), tysiace ton zuzytego, wysoce toksycznego sprzętu (ZSEE) kazdego miesiaca nielegalnie opuszcza porty w Europie oraz Stanach Zjednoczonych Ameryki PÓlnocnej. Trafiaja one na kontenerowcach na globalne "cmentarzyska" w Afryce Zachodniej, Poludniowo-Wschodniej Azji oraz w niektórych rejonach Ameryki Poludniowej.
Agbogbloshie: Pieklo na przedmiesciach Akry
Kiedy mówimy o gigantycznych, nieformalnych wysypiskach ZSEE, niemozliwym jest nie wspomniec o miejscu, które na dlugie lata stalo sie niechlubnym symbolem tego tragicznego zjawiska – obszarze Agbogbloshie, polozonym w centrum Akry, tetniacej zyciem stolicy Ghany. Przez ponad dekade byl to absolutnie najwiekszy i najbardziej toksyczny punkt zrzutu elektrosmieci na całej planecie Ziemia.
Proceder ten funkcjonowal pod sprytna przykrywka w lukach prawnych. Zepsute, calkowicie niedzialajace i nieprzydatne juz w Europie telewizory CRT (kineskopowe), stare zasilacze komputerowe i lodówki z wyciekajacym freonem deklarowano w poteznych portach morskich w papierach celnych jako "uzywany sprzęt zdatny do uzytku", majacy rzekomo wesprzec edukacje cyfrowa ubogich krajów afrykanskich. W rzeczywistosci, na afrykanskie wybrzeza trafial najgorszego sortu, bezwartosciowy dla uzytkownika technologiczny zlom z najbogatszych krajów globu.
Na wysypisku tym tysiace zdesperowanych ludzi pracowalo golymi rekami – bez absolutnie zadnego, nawet podstawowego sprzętu ochronnego, masek filtrujacych czy odpowiedniego przeszkolenia. Ich praca polegala na brutalnym rozbijaniu kamieniami ekranów monitorów po to, by wydobyc miedziane kable lub zaledwie kilka gramów uzytecznych metali. Kazde takie rozbicie szkla kineskopowego uwalnialo w ulamku sekundy do atmosfery smiercionosne opary silnie neurotoksycznej rteci oraz fosforu.
Cena za miedz: Plonace kable i dioksyny
Najbardziej wstrzasajacym i powszechnym widokiem na globalnych cmentarzyskach elektronicznych sa ogromne, nieustannie plonace czarnym, gryzacym w gardlo dymem ogniska. Miejscowi "górnicy", pragnac odzyskac z przewodów i kabli cenna, czysta miedz, nie mogą sobie pozwolic na profesjonalne, kriogeniczne badz mechaniczne obieranie kabli ze sztucznej izolacji PCV. Zamiast tego, po prostu oblewaja góry zwinietych przewodów benzyna i je podpalaja.
Plastiki okalajace obwody i kable zawieraja gigantyczne ilosci bromowanych srodków ognioodpornych oraz polichlorku winylu (PVC). Podczas ich spalania w niskiej, niekontrolowanej temperaturze ogniska, wytwarza sie jedna z najniebezpieczniejszych znanych nauce grup zwiazków chemicznych – weglowodory chlorowane, w tym dioksyny i furany. Toksyny te nie tylko zatruwaja okolicznych pracowników wywolujac w przerazajacym tempie ciezkie nowotwory pluc i nerek, ale wnikaja natychmiastowo w glebe, przenikajac nastepnie do podziemnych źródeł wody pitnej, z której korzysta cale okoliczne miasto.
Odpowiedz cywilizacji zachodniej i rzady technologii
Na cale szczescie, dzieki niesamowitemu zaangazowaniu organizacji zajmujacych sie obrona środowiska naturalnego (takich jak Basel Action Network, instalujaca ukryte lokalizatory GPS w wyrzucanych w Europie i USA sprzętach w celu wysledzenia siatek przemytniczych), globalna swiadomosc tego mrocznego procederu gigantycznie wzrosla. Wladze Ghany w koncu podjely decyzje i oficjalnie wyburzyly ogromna część toksycznego slumsu w Agbogbloshie, podejmujac trudna próbe dekontaminacji poteznie skazonej gleby.
RÓwniez azjatyckie stolice "nieformalnego" recyklingu, z których najslynniejszym przykladem bylo chinskie miasto Guiyu (nazywane niegdys absolutna stolica swiatowych e-odpadów), zostaly w ostatnich latach ostatecznie zamkniete i przeksztalcone sila przez wladze panstwowe w silnie regulowane, zamkniete parki przemyslowe, w których odzysk przeprowadza sie zgodnie z surowymi wytycznymi chemicznymi i wymogami filtracji powietrza.
Wniosek jest wysoce prosty. Skuteczna walka z problemem elektrosmieci zaczyna sie u podstaw. Kluczem do zatrzymania transportu na cmentarzyska jest rygorystyczne upewnienie sie przez kazdego pojedynczego konsumenta w Europie, ze jego stary komputer trafi do zaufanego, posiadajacego odpowiednie certyfikaty BDO zakladu recyklingowego, a nie na pake samochodu przypadkowego "zbieracza zlomu". Tylko poprzez zaufane i nadzorowane przez Unie Europejska lancuchy dostaw mamy 100% gwarancji, ze metale ciezkie zawarte w naszym monitorze nie zniszcza zdrowia ludzi na odleglym o tysiace kilometrów kontynencie.